4 zasługi bootcampów dla branży IT – co im zawdzięczamy?

Możecie być zaskoczeni widząc tytuł, jeśli śledzicie bloga na bieżąco. Jak wiecie, do entuzjasty bootcampów mi daleko. Ale dzisiaj mam dla Was coś zupełnie z innej beczki, niż to, co piszę zazwyczaj – opowiem Wam bowiem co wg mnie bootcampy zrobiły dobrze dla rynku IT i sektora edukacji w tym właśnie rynku. Są takie cztery rzeczy, które faktycznie im się udały.

Wyedukowały społeczeństwo, że branża IT to niekoniecznie spocone grubasy we flanelowych koszulach, siedzące w piwnicy z serwerami

Ludzie dookoła coraz rzadziej kierują się stereotypami sprzed lat. Dla wizerunku programistów bootcampy zdziałały sporo. Zmieniły obraz kodera z trochę dziwnego piwniczaka na całkiem przyjemnego i kumatego gościa.

Zyskał na tym także ogólny wizerunek branży. Coraz więcej osób myśli o nauce programowania, młodzi ludzie widzą, że może to być dobry kierunek. Postrzegają go jako bardziej dostępny niż lata temu. Pamiętam, jak znajomi uważali, że to branża tylko dla freaków i geeków – a teraz? To oczywiste, że wiele osób o różnych specjalizacjach może się tam odnaleźć.

Uświadomiły ludziom, że do IT można wejść w miarę “łatwo i szybko”

Pomysły takie jak “zostań programistą w 3 miesiące” wprawdzie dzisiaj już nie działają. Jednak jeszcze całkiem niedawno (2016-2017), osoby po bootcampach były zatrudniane w firmach po krótkim szkoleniu. 

Poza skutecznością w przeszłości, takie działania mocno zmieniły postrzeganie programowania. Tak jak mówiłem w poprzednim punkcie – ludzie zobaczyli je jako coś bardziej dostępnego, czego faktycznie każdy może się nauczyć.

Bootcampy również pokazały, że wcale nie trzeba mieć super skilli z matmy, aby pisać kod. To taki gamechanger dla ludzi, którzy nigdy nie byli umysłami matematycznymi, a chcieliby programować. Jest ich wielu, ponieważ pisanie kodu przydaje się w coraz większej ilości dziedzin.

Popełniły masę błędów początkującego biznesu, rozpychającego się w niszy, przecierając szlaki dla wysokojakościowych modeli nauczania – jak ten, który mamy w akademii.

Kiedy idziesz na czele wyprawy przez dżunglę Amazonii, musisz mocno machać maczetą, aby się przebić. Jednocześnie, celowo bądź nie – przecierasz szlaki dla całej reszty. Nakłady pracy koniecznej do edukacji setek tysięcy ludzi są ogromne. Szczególnie, jeśli chodzi o przekonanie ich do IT. Dla normalnych ludzi wydajemy się być kosmitami 😉

Sam przez jakiś czas pracowałem w bootcampach, aby zobaczyć w jaki sposób tam działają, uczą i gdzie ich model nauczania się wykłada. Uczyłem się na ich błędach, aby móc opracować lepszą wersję dla nauki w Akademii. (P.S. – udało się:))

Opracowały spójne plany nauczania, na których można bazować i samodzielnie się rozwijać i potrzebne do tego platformy.

Mam tutaj na myśli dobrze znane dzisiaj platformy do e-learningu, bądź z zadaniami czy zbiorami wiedzy. To bootcampy, jako pierwsze jednostki szkoleniowe, pokazały kolejność nauki oraz stworzyły jakiś plan i zakres wiedzy, który jest wymagany, aby zdobyć pracę w IT.

To również one wdrożyły automatyzację nauczania na początkowych etapach rozwoju – poprzez wygodne platformy z zadaniami i lekcjami wideo, usprawniając tym samym cały proces zdobywania (i przekazywania) wiedzy. 

Mimo, że mam wiele do zarzucenia bootcampom, to jest kilka rzeczy, które branża IT im zawdzięcza. Wpłynęły przede wszystkim na zmianę postrzegania programistów – coraz więcej osób widzi nas jako normalnych ludzi, którzy po prostu zajmują się programowaniem – a nie jako samotnych grubasów, chowających się przed światem w piwnicy 😉 Zapoczątkowały też pewne procesy automatyzacyjne, dzięki czemu nauka może być sprawniejsza, oraz platformy, które ułatwiają organizację procesu nauki.
Dla równowagi – jeśli chcesz poczytać o tym, co wg mnie bootcampy robią źle, to kiedyś pisałem o 4 grzechach głównych bootcampów.

contact

Wahasz się? Podaj nam swojego maila i umów się z naszym mentorem na niezobowiązującą konsultację.